poniedziałek, 12 listopada 2012

O wolnym miejscu przemyślenia

Godzina 16.00. Jadę autobusem do sklepu. Wsiadam na jednym z pierwszych przystanków, toteż nie było dużo ludzi. Podróż mija spokojnie do czasu, gdy wsiada stado ludzi tzw. dziki tłum ;). Staram się tym nie przejmować, dalej czytając książkę, o której pewnie niedługo napiszę ;D. W pewnym momencie coś mnie korci, żebym spojrzał w górę. Ku mojemu zdziwieniu  nie zobaczyłem dachu autobusu tylko gapiącą się na mnie starszą babkę, po sześćdziesiątce. Ze strachu wbiłem się w krzesło i jeszcze raz, powoli obczaiłem o co kaman. Ponownie wziąłem się za książkę, jednak cały czas czułem jej wzrok. Ciężki zawodnik - myślę. Przez chwilę chciałem zrobić to samo co ona, czyli zacząć się gapić na nią bez cienia dyskrecji, ale szybko zrezygnowałem z tego pomysłu, bo wyszedłbym na idiotę. Cały czas próbowałem się domyślić co ta kobieta do mnie ma. W końcu pytam się grzecznie:

- Chce pani usiąść?

- Tak!
Ustępuję jej miejsca (chociaż dwa metry dalej widzę wolne siedzenie). Po chwili słyszę narzekanie:

- Ach! Ale ta młodzież niewychowana! Już myślałam, że nie ustąpi...

Chciałem już jej powiedzieć, że kto niewychowany ten niewychowany, ja przynajmniej nie gapię się idiotycznie na ludzi, ale powstrzymałem się, bo by się pewnie rozpoczęła wielka afera... Do czego zmierzam. Nie dość, że ochrzaniła mnie za swoją głupotę, to jeszcze udaje wielką królową, która nie rozmawia z takimi gówniarzami jak ja. Ludzie to są jednak sztuczni. Przy rówieśnikach są dobroduszni, miłosierni , a przy młodszych traktują siebie jak panów. Żałosne...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz